poniedziałek, 26 grudnia 2016

drugie dno


Dawno dość temu wierzyłam w cuda
Ludziom ufałam, że wszystko się uda
Ale szczęście też kiedyś się kończy
Chwila posłała za mną list gończy
I w ciągłym strachu przed nią uciekam
Element sporu w czasie odwlekam
Boję się mety i konfrontacji
I tego, że mogę już nie mieć racji
Ewentualny ciąg przykrych zdarzeń
Usunie ciebie z listy mych marzeń
Mam w sobie iskrę, która nie zgaśnie
Igramy z ogniem, który nie zaśnie
Eliminuję niepowodzenia
Ruszam się szybciej, nasz świat to scena
Aorta serca z miłości płonie
Mam też odwagę i twoje dłonie
W ułamku sekund ugryzło mnie kłamstwo
Obecność twoja jest jak lekarstwo
Lekiem na przeszłość, na przyszłość radą
Na kłamstwo prawdą, w zalecie wadą
Istnieję tylko dzięki twym dłoniom
Ewentualnie ustom nad skronią



Jeśli mi wierzysz, że kocham twe dłonie, pobawmy się proszę w czytanie w pionie



czwartek, 22 grudnia 2016

leworęczny



jest za ciemno żeby słuchać
jest za zimno żeby śpiewać
jest za mokro żeby dmuchać
jest za często żeby miewać
i za jasno żeby mówić
i za szybko żeby widzieć
i za głośno żeby lubić
i za cienko żeby milczeć
zbyt gorąco żeby płakać
zbyt wysoko żeby minąć
zbyt cichutko żeby skakać
zbyt wesoło żeby zginąć



piątek, 16 grudnia 2016

kiedy znajdziesz moje listy




smutno mi, że moich listów nie czytasz
z drugiej strony – przecież ich nie wysyłam
ale to dobrze, że o nie nie pytasz
same głupoty w nich bazgroliłam

gdyby zostały kiedykolwiek znalezione
gdzieś na dnie szafy pod stertami śmieci
twoje myśli zostałyby podzielone
jak matka trędowata od swych własnych dzieci
czytałbyś z kartek czasem postrzępionych
myśli, o których nikt nie wiedział
dotykał palcem brzegów poranionych
interpretacji tego, czegoś nigdy nie powiedział

gdzieś wśród tych listów nie znających adresata
leży mój pamiętnik, chyba w żółte róże
w którym bluzgałam na dobro świata
a teraz patrzysz zmieszany ku górze
zrozumiesz wtedy, dlaczego tak się zachowałam
odkryjesz wszystkie moje tajemnice
dowiesz się, co w wierszach swoich pochowałam
odkryjesz, czemu lubiłam nocne ulice

łza ci kapnęła na jeden z tych listów
źrenica twoja robi się szersza
po latach w imieniu wszystkich surrealistów
dotrze do ciebie, że kochałam cię pierwsza




niedziela, 11 grudnia 2016

dłonie




Dłonie na ciele, dłonie na skórze,
ich dotyk każdą mą myśl rozpoczyna
dzięki nim przetrwam najgorsze burze,
to właśnie mego istnienia przyczyna.

Dłonie zmęczone od ciężkiej pracy,
co dzień walczące ze zmartwieniami
ich światło żywe jak nocą blask racy,
do snu mnie tulą swymi płomieniami.

Dłonie pocięte od kartek papieru
ranione ostrzem słów z nich płynących
choć solą sypane są od lat wielu,
złapią z łez słonych każdą spadających.

Dłonie muśnięte przelotnie w tańcu
te, których ciepło na sobie czuję,
trzymają mnie mocno w uczuć kagańcu
i naprawiają mnie, kiedy się psuję.

Dłonie wstydliwe chowane w kieszeni,
których za nic bym nie zamieniła –
one mnie ciągną po życia przestrzeni
w ciemności pilnują, bym drogi nie zgubiła.

Dłonie tak silne, by mnie nie puścić -
ich dotyk trzyma mnie jeszcze przy ż y c i u
i nie pozwolą się w przepaść zapuścić,
z nimi dzień spędzić mogę na b y c i u.

Dłonie zniszczone ciężarem problemu
i od wysiłku paznokcie połamane
ich potrzebuję tak jak wodór tlenu,
by stać się wodą, co koi ranę.

Dłonie, bez których byłabym nikim
i które z ziemi mnie podnosiły -
z nimi i w walcu i w tańcu dzikim,
z nimi chcę spać, by mnie zbudziły.

Dłonie, co łzę niejedną mi ocierały,
ich palce od nich spękane i suche,
ich gesty lepiej niż dźwięk docierały
do uszu moich na słowa głuche.

Dłonie, o których często się zapomina,
lecz dla ich ciepła wszystko bym zrobiła
ich wnętrze o tym tańcu przypomina,
co i dłoń moja się w nich zanurzyła.

Dłonie, co trzymać chcę życie całe,
sam ich nie lubisz i nie doceniasz
zmieści się na nich serce me małe,
a ich zapachem noc w dzień mi zamieniasz.

Dłonie, dla których mogłabym zabić,
by były moje i tylko moje -
ich nie pozwolę przenigdy zranić,
bo dłonie szczęśliwe są tylko we dwoje.

Dłonie najbrzydsze i najpiękniejsze –
ich widok zawsze mnie całą ujmuje,
gdy mi je kładziesz na usta weselsze,
serdecznie ci za te dłonie dziękuję.



środa, 30 listopada 2016

po dziesiątym lipca



nie ma już naszych zdjęć
są tylko moje i twoje

nie ma już dzień dobry
są tylko do nie widzenia

nie ma już motyli w brzuchu
są tylko dziury w całym

nie ma już wspólnych wieczorów
są tylko samotne noce

nie ma już spojrzeń rzucanych ukradkiem
są tylko pytania bez odpowiedzi

nie ma już dłoni splecionych
są tylko palce na rękojeści noża

nie ma już słodkich kłamstw
są tylko gorzkie prawdy

nie ma już szeptów w moich uszach
są tylko głosy w mojej głowie

nie ma już gdzie się spieszyć
są tylko powroty do pustego domu

nie ma już nowych wiadomości
są tylko puste skrzynki na listy

nie ma już oczu rozbieganych
są tylko powieki mokre

nie ma już kwiatów czerwonych
są tylko wyschnięte łodygi

nie ma już butelki wina
są tylko kieliszki puste

nie ma już warg wilgotnych
są tylko usta wyschnięte od płaczu

nie ma już rozmów do rana
są tylko bóle głowy

nie ma już planów na przyszłość
są tylko wspomnienia przeszłości

nie ma już nas
jestem tylko ja



sobota, 26 listopada 2016

tu, gdzie kończą się tory



tu, gdzie kończą się tory
tu, gdzie wiatr wieje w trzy strony
tu, gdzie rampa się mocno zapada
tu, gdzie ktoś wbrew sobie upadał
tu, gdzie pociągi swój bieg kończyły
tu, gdzie się wszyscy daremnie modlili
tu, gdzie dzieciom zabrano zabawki
tu, gdzie nie było żadnej huśtawki
tu, gdzie zakochani ostatni raz się widzieli
tu, gdzie poza numerem niczego nie mieli
tu, gdzie krew ze łzami zmieszana
tu, gdzie padali na kolana
tu, gdzie jak brudne psy się kłębiły
tu, gdzie chore ciała godność traciły
tu, gdzie uczucia znaczenia nie miały
tu, gdzie dzieciątka po żwirze stąpały
tu, gdzie nikt książek nie czytał
tu, gdzie nikt o nic nie pytał
tu, gdzie wiedzieli, choć nie mówili
tu, gdzie po skroniach z rozpaczy się bili
tu, gdzie praca wolnym nie czyniła
tu, gdzie się wiara nędzy pokłoniła
tu, gdzie deszcz ulgi nie przynosił
tu, gdzie nikt o nic nikogo nie prosił
tu, gdzie ruiny żałośnie krzyczą
tu, gdzie gwiazdki na ramionach liczą
tu, gdzie serca z piersi wyrywali
tu, gdzie parszywą dłonią nadzieje pogrzebali
tu, gdzie śmiano się z ludzkich słabości
tu, gdzie historia to same kości
tu, gdzie drzewa z rozpaczy jęczą
tu, gdzie wspomnienia jak zjawy męczą
tu, gdzie betonem jak kukły zalali
tu, gdzie swych przodków prochy wdychali
tu, gdzie cicho jak w środku lasu
tu, gdzie nie da wstrzymać się czasu
tu stoję i ja, i płaczę po kryjomu
z duchami tych, co nie wrócą do domu.



czwartek, 24 listopada 2016

puzzle



sklejam twoje słowa jak kawałki układanki
to nimi wypełniam wszystkie swoje poranki
pojedyncze słowa w różnych kombinacjach
czasem więcej sensu ukrywamy w spacjach

często dochodzi do niezręcznych sytuacji
kiedy słów tysiące, a żadne nie ma racji
tylko dlatego, że stoją w złej kolejności
mój błąd – i znów uderzam w stół ze złości

puzzle ze słów się rozsypują, układam je od nowa
przestaję liczyć godziny, z których składa się doba
gdy puzzle chowam w katakumbach własnej głowy
to nie rozumiem z nich nawet marnej połowy

siedzę bezradnie przy tym wielkim stole
słowa przybierają coraz trudniejsze role
nie wiem już, czy to nie czasu strata
kiedy zabieram się do słów twoich w ratach

bo nadal nie wiem, o co ci w nich chodzi
czy dźwięk twojego głosu mi aby nie zaszkodzi
głowa mi pęka od ciągłych domysłów
bo nie nadąża już z analizą moich zmysłów

co ty wypowiesz, ja poukładam
słów synonimom sto znaczeń nadam
dla ciebie to słowa, dla mnie to walka
na śmierć i życie, by dożyć poranka

co jakiś czas mówiąc dodajesz elementów
nie wszystkie pasują z tych papierowych skrętów
które wyrzucić, a które zostawić – o to się pytam
kolejne kawałki w zmęczone dłonie chwytam

im więcej mówisz, tym pracy mam więcej
lecz za jej efekt swą głową nie ręczę
a kiedy w ciągu długim któregoś brakuje
sens całych puzzli po raz kolejny rujnuje

na pełnych obrotach analizuję znaczenia
słów, które czekały w kolejce do wypowiedzenia
ty śpisz już dawno, ja ciągle porządki robię
na półkach głowy układam to, co siedziało w tobie

kofeina z kawy już na mnie nie działa
palce mnie bolą od słów układania
odżywiam się tylko papierosów dymem
bo nie wiem, czy zdanie skończyć kropką czy rymem

ty chyba myślisz, że u mnie w porządku
kiedy słów puzzle leżą mi na żołądku
ja spać nie pójdę, o tym nie ma mowy
dopóki nie schowam cię gdzieś z tyłu głowy

na domiar złego tym wszystkim rozrzuconym słowom
towarzyszą mi obrazy związane z twoją osobą
na każdym z nich mnie twarz twoja ujmuje
tak, że kawałki puzzli łokciem nieopatrznie rozsypuję

chcę już je skończyć, poprawnie ułożyć
by móc się do snu spokojnie położyć
a gdy wydaje mi się, że już skończyłam
wychodzi na jaw, jak bardzo się pomyliłam

ty nawet nie wiesz, że siedzę nocami
i ogromnymi niemocy zalewam się łzami
nie mam już siły, by kombinować
czas puzzle słów twoich na dnie szafy schować



sobota, 19 listopada 2016

dyptyk o miłości odwzajemnionej





modlitwa Psyche

nie kocham cię za to, że zazdrosny o mnie bywasz,
że i tak wychodzi za moje, a później róże mi zrywasz,
nie kocham cię za to, że zostajesz, gdy mówię „odejdź”,
że nie stoisz w miejscu, gdy mówię „podejdź”,
nie kocham cię za to, że milczysz, gdy mówię,
że na mnie nie krzyczysz, gdy coś twojego zgubię,
nie kocham cię za to, że ze mną w deszczu chodzisz,
że bierzesz na ręce, a sam w wodzie brodzisz,
nie kocham cię za to, że znosisz, jak marudzę,
że zawsze rano się w twojej koszuli budzę,
nie kocham cię za to, że tańczymy bez muzyki,
że w twoich oczach widzę żółte płomyki,
nie kocham cię za to, że po sobie sprzątasz,
że w moim domu jak we własnym się krzątasz,
nie kocham cię za to, że się ze mnie nie śmiejesz,
że tłumaczysz całki, deltę, skrócone mnożenie,
nie kocham cię za to, że piszesz mi listy,
że ukos twych liter jest tak wyrazisty,
nie kocham cię za to, że ci w ramię płaczę,
że mnie przytulasz, gdy tylko cię zobaczę,
nie kocham cię za to, że tolerujesz me gusta,
że przytakujesz, gdy pokazuję palcem na usta,
nie kocham cię za to, że oko przymykasz,
że czekasz, aż zasnę, i drzwi cicho domykasz;
nie kocham cię za to, lecz kocham bez granic,
bo jeśli się kocha, to kocha się za nic.







spowiedź Erosa

nie rozumiem, dlaczego smutnych piosenek bezustannie słuchasz,
bo sama nie umiesz wyjaśnić, jakiego sensu w nich szukasz;
nie rozumiem, dlaczego cieszą cię moje pojedyncze słowa,
bo mógłbym ci mówić o wszystkim, bez przerwy, od nowa;
nie rozumiem, dlaczego gesty drobne z mej strony cię radują,
bo choć mam dłonie do miłości, to nie obracają fortuną;
nie rozumiem, dlaczego w moją stronę patrzysz, a zaraz potem znikasz,
bo wiesz, że mógłbym na ciebie całe życie patrzeć, a i tak mnie unikasz;
nie rozumiem, dlaczego co wieczór z herbatą w oknie siedzisz,
bo myślisz, że nie wiem, że płaczesz; gdy pytam, wzrokiem parkiet mierzysz;
nie rozumiem, dlaczego powtarzasz, że oczy masz szare,
bo tonąłbym w nich nawet, gdy kolorami byłyby pomieszane;
nie rozumiem, dlaczego moja obecność cię raduje i smuci,
bo niezależnie od ducha, własne myśli bym ci w ucho nucił;
nie rozumiem, dlaczego sobie na to zasłużyłem,
bo boli mnie to, że przez słowa nigdy ci nie ulżyłem;
nie rozumiem, dlaczego jestem ci wszystkim, a ty mi o tym nie mówisz,
bo coś mnie cudownie pod piersią mrowi nawet, gdy ciągle marudzisz;
nie rozumiem, dlaczego raz śpiewasz, a raz milczysz godzinami,
bo mógłbym cię słuchać do śmierci, dniami i nocami;
nie rozumiem, dlaczego chcesz być przy mnie blisko,
bo przecież jestem nikim, gdy upadam jak liść nisko;
nie rozumiem, dlaczego myślisz, że niczego nie widzę,
bo jestem z tobą nawet, gdy z twych zalet szydzę;
nie rozumiem, dlaczego w ramionach moich nie zasypiasz,
bo kocham cię nawet, gdy z rąk mi się wymykasz - -
bo o miłości nie trzeba mówić nikomu:
można kochać we dwoje, w ciszy, po kryjomu.





piątek, 18 listopada 2016

skutki uboczne posiadania wiary w człowieka




poprosiłam o trochę czasu
ty dałeś mi wieczność –
szkoda, że w samotności nie mam w niej nic do roboty

poprosiłam o trochę światła
ty dałeś mi słońce –
szkoda, że zaćmione

poprosiłam o uśmiech
ty odsłoniłeś zęby –
szkoda, że po to, by mnie ugryźć

poprosiłam o pomoc
ty podałeś mi rękę –
szkoda, że pociągnąłeś mnie w dół

poprosiłam o spalenie zdjęcia
ty to zrobiłeś –
szkoda, że razem ze mną

poprosiłam o śmierć
ty dałeś mi życie –
szkoda, że tak bardzo nie chcę tu być



środa, 16 listopada 2016

z pamiętnika podmiotu lirycznego



nie wiem, dlaczego wierszy swoich mi nie wysłałaś
nie wiedziałem, że wszystkie z nich były o mnie;
nie wiem, dlaczego w nich z góry mą podłość zakładałaś
nie sądziłem, że tylko z zewnątrz wyglądasz tak skromnie;
nie wiem, dlaczego tych słów bałaś się używać
nie przypuszczałem, że tak głupio się poczuję;
nie wiem, dlaczego tych wierszy chciałaś się pozbyć
przecież wiedziałaś, że cię potrzebuję

nie wiem, co by było, gdybym je przeczytał
te słowa skośne, które dumą napawały
nie wiem, czy bym się z nich rozczytał,
ale z pewnością odwagi by mi dodały

nie wiem, czy teraz tyle samo znaczę
chyba nie, skoro tym razem to ty na mój płacz nie odpowiadasz

przepraszam, że nie pociągnąłem cię wtedy za warkocz




wtorek, 15 listopada 2016

lustro



Słowo jest barierą
między Dobrem a Złem,
Czyny są przestrzenią
między brzegiem a dnem.
Chęci są mostami
między Tak a Nie,
Słowo jest barierą
między jawą a snem.
Źle użyta Miłość
rani zamiast bawić,
źle oparta wiara
gubi zamiast zbawić.
Źle użyta Wściekłość
cieszy zamiast plamić,
źle ukryty sztylet
tańczy zamiast zabić.
Źle użyte Szczęście
leci gdzieś w powietrze
i przysyła Rozpacz
na swe dawne miejsce.
Dana źle Nadzieja
prawie tak jak Prawda
grzechem się osłania,
kryjąc szpetne Kłamstwa.
Źle wydana nuta
brzydzi zamiast sławić,
źle użyte Słowo
śmieszy zamiast zganić.
Człowiek skręci w prawo
zamiast jechać prosto,
i nie wiedzieć czemu
nazwie wroga Siostrą.
Nicość jest przestrzenią
między Dobrem a Złem,
Dotyk jest barierą
między nocą a dniem.


poniedziałek, 14 listopada 2016

druga strona fotografii




od twych obrazów głowa mi pęka
jak duch Judasza, co w snach mnie nęka
o żadne spojrzenie cię już nie proszę
w dziurawym sercu rok drugi noszę
mózg też dziurawy przez twoje słowa
które są czystsze niż moja mowa
twój oddech czując na szyi mokrej
drżę cała łapiąc dłoni wilgotnej
jesteśmy w tłumie, a jednak sami
jak statek w porcie w ciemniej przystani
nogi jak z waty wciąż mylą kroki
biodra kołyszą się w rytm na boki
obcasy robią dziury w parkiecie
chyba jesteśmy sami na świecie
twój uśmiech głupi mnie deprymuje
będąc za burtą jednak ratuje
znów drżę jak drzewo nocą w wichurze
czując twe iskry i twoje róże
po raz ostatni umieram w ramionach
będąc w ich kleszczach jak w ostrych szponach
ust twoich szukam jak ślepiec drogi
odrywam pięty stóp od podłogi
deszcz twoich spojrzeń aż w łydkach czuję
kolejny obraz w głowie maluję
patrzę na ciebie jak psychopata
zbliża się chwili pięknej zapłata
znikasz jak Eros – boski posłaniec
to chyba był nasz ostatni taniec



piątek, 11 listopada 2016

P




wszystkie Przekleństwa ludzkiej istoty
literą Pe dziś się zaczynają
bo kto by Pecha nie zaznał Prostoty
gdy ludzi złych ciągle Poznają?
słowo Przepraszam jest kłamstwem największym
Prosić jest nam dużo łatwiej
a mówić o byciu Piękniejszym
jest sens, gdy coraz czarniej?
Przyrzekać nieliczni Potrafią
Pomyłką jest każde słowo
cóż zrobić, gdy wszyscy się bawią,
a Platon rozmyśla wciąż solo?
Prognozy też raczej się nie sprawdzają
a ludzie łączą się w Pary
gdzie góra, gdzie Pomoc rozdają
jak coś, co jest jak dary?
a może by tak czasem Podziękować
lub Pytać o rzeczy trudne?
serce i tak krew musi pompować
nawet, gdy Prośby stają się nudne
są jeszcze te całe złe Przykazania
do których ludzie są Przywiązani
nie umożliwia to jednak Poznania
gdy w tłumie rękoma jesteśmy związani
jest jeden Powód, co się nie zgadza
co mi tę myśl Poniewiera
zamykam oczy, że niby Powaga:
dlaczego T Ę S K N O T Y Pe nie otwiera?





czwartek, 10 listopada 2016

lądowanie bez podwozia - tytułem wstępu


o czym w ogóle jest ten blog?

to zbiór moich wierszy. ich pisanie to dobre lekarstwo, bo dzięki nim mogę powiedzieć o swoich problemach i odczuciach wprost, ale i jednocześnie w dość tajemniczy sposób. cała ja. uwielbiam pisać wiersze, robię to od zawsze i podejrzewam, że będę robiła to nieprzerwanie, dopóki Lewa Nerka nie przekabaci Prawej Nerki na Ciemną Stronę Mocy. do tej pory nie miałam jednak stałego miejsca, w których mogłabym je publikować. do tej pory pisałam raczej do szuflady, więc trochę tego towaru powstało.


dlaczego Lewa Nerka pisze wiersze? 

to proste – moja Lewa Nerka się obija i nie za bardzo chce jej się pracować, a to oznacza, że ma dużo czasu na pisanie i robienie rzeczy innych niż te, które powinna. od zawsze uważałam, że najlepiej jest poradzić sobie z problemem poprzez jego akceptację i obracanie go w żart. tak właśnie jest i teraz.



rzeczy, które powinniście wiedzieć, zanim zaczniecie lekturę tego bloga:


1. nie lubię pisać zdań z dużej litery. nie wszystko jest przecież na tyle genialne, by to akcentować. dlatego robię tu to, co chcę. owszem, czasem użyję i dużej litery, aby coś podkreślić, ale bez szaleństw.
2. nie ma wierszy pisanych „bez powodu”. każdy jest o kimś, przez kogoś, po coś i z osobną historią. to moje przeżycia, które komentuję, kiedy brakuje mi liter. więc jeśli ktoś kiedyś powie wam, że pisząc wiersz nie miał na myśli konkretnej osoby, konkretnego miejsca ani konkretnego czasu, to najzwyczajniej w świecie kłamie.
3. niektóre wiersze wymagają objaśnień. jestem zdania, że ile ludzi, tyle interpretacji i każda z nich jest na swój sposób poprawna, dlatego postaram się wrzucać tu jedynie czysty tekst, a jego interpretację pozostawić wam – czytelnikom. czasami jednak pewne rzeczy będą musiały zostać skomentowane, a wszystkie ważne informacje znajdą się wtedy w tym samym poście, co dany wiersz. a jeśli nurtuje was moja interpretacja jako autora (czyli, jakby nie patrzeć, najprawdziwsza prawda), możecie o to zwyczajnie zapytać.
4. znajdą się tutaj zarówno aktualne, jak i archiwalne wiersze sprzed wielu, wielu lat.
5. wszystkie wiersze stanowią moją własność intelektualną i NIE WYRAŻAM ZGODY na ich przywłaszczanie. jeśli spodoba ci się jakiś fragment i zechcesz go użyć – okej, będzie mi miło, przecież po to one są! ale pamiętaj o podaniu jego źródła i mnie jako autora. jeśli ktoś z was chciałby umieścić gdzieś któryś z moich wierszy, można się ze mną skontaktować i zapytać, przecież bozia dała język i dla mniej śmiałych nawet paluszki, żeby wystukać zapytanie na klawiaturze. ALE jeśli zdarzy się sytuacja, że ktoś wykorzysta jeden z moich wierszy jako własny, to lepiej będzie, jeśli zmieni imię, nazwisko, kolor skóry i dla pewności jeszcze płeć. jeśli jesteście dziećmi, to bądźcie chociaż dużymi i miejcie trochę rozumu.
6. jeden wiersz, jeden post. nie lubię bałaganu. nie wiem jeszcze w jakich odstępach czasowych będą one publikowane, to wszystko zależy nie tyle od czasu, co od weny.
7. jestem tu od wierszy, nie od bloga. będzie minimalistycznie i niedoskonale pod względem grafiki. i już.