środa, 18 stycznia 2017

reakcja łańcuchowa



twój głos należy do moich uszu
twój obraz należy do moich oczu
moja sukienka należy do twoich dłoni
moje włosy należą do twoich ramion
twój zapach należy do mojej skóry
twój oddech należy do mojej twarzy
moje biodra należą do twoich rąk
moje palce należą do twojej szyi

twój dzień należy do mojej nocy
twoje słowa należą do mojej głowy
moje pragnienia należą do twoich obietnic
moje lęki należą do brzegów twojej koszuli

twoje obrazy leżą w mojej głowie
moje marzenia leżą w twoich rękach



piątek, 6 stycznia 2017

pan be



dzień niedokońcadobry panu
mówię do ściany
bo ona przynajmniej istnieje
poza tym ściany mają uszy
i słuchają tego, co mam do powiedzenia
kiedyś to ciebie prosiłam o pomoc
ty nawet nie podałeś mi ręki
może dlatego, że ciebie nie ma
a ja bardzo jestem

i to nie przypadek
że amen od tyłu brzmi trochę jak
nie ma

więc się nie żegnam
bo nie mam z kim
nieamen
niedowidzenia



środa, 4 stycznia 2017

36.6



nie umiem już rąk trzymać przy sobie
zaciskam pięści, aż bolą mnie kości
za każdym razem, gdy myślę o tobie
ludzka rzecz tęsknić, nieludzka – bez wzajemności
nie umiem zapomnieć zapachu twej skóry
jest jak konwalie zmieszane z troskami
gdy rąbek koszuli unosisz do góry
zalewa mi głowę jej zapach tsunami
i w twoją stronę wyciągam swe dłonie
jak małe dziecko spragnione matki
ja cię dotykam, aż serce mi płonie
uwalniasz je spiesznie z mych uczuć klatki
bo chociaż palce twoje są silne
na tyle, by złamać wpół ostrze brzytwy
ucząc się rys twarzy mej pilnie
nie zrobią przy tym najmniejszej krzywdy
każdy twój szept w moim uchu
sprawia, że dreszcz mi plecy przeszywa
z nadmiaru wrażeń zostaję w bezruchu
pozwalam przechylić się niczym kursywa
teraz na własnej skórze cię czuję
szorstkość zarostu na bladym ramieniu
chyba u diabła pięć minut kupuję
bo płonę w ognia namiętnym płomieniu
wyginam się bardziej pod ciała ciężarem
pragnąc, byś dalej mówił swe słowa
wiem, co jest twoich lędźwi zamiarem
też tego chcemy – ja i ma mowa
najmniejsze fragmenty twojego ciała
ich ciepło, kolor, wilgoć i zapach
sprawiają, że czuję się bardzo mała
jestem we własnych uczuć tarapatach
nie puść mnie nigdy, już do końca świata
dotykaj bardziej, i mocniej, i więcej
zabiłaby mnie twej twarzy utrata
od jej owalu jest mi goręcej
oddam ci wszystko, czego potrzebujesz
w zamian nic więcej nie oczekuję
i nawet jak głowę mi sobą zatrujesz
mój wzrok ci powie, że cię potrzebuję
mów do mnie głośniej, pragnij mnie bardziej -
wiesz przecież dobrze, że jestem twoja
daj nieśmiałości swej upust marnej
dźwięk twego oddechu to moja ostoja
chcę czuć po wieki ciepło twej skroni
którą przykładasz bezwstydnie do serca
pragnę na ciele dotyku twych dłoni
świadomość ich braku mi gardło wykręca
choć mi nie mówisz, że jestem twoja
wiem, że nie może być już inaczej
pod powiekami zła paranoja
że sobie pójdziesz – lecz to nieprawda – raczej?
jeszcze przez chwilę popatrz mi w oczy
uwielbiam rzęs twoich miękkie trzepotanie
wiedziałam, że kąt ust twoich mnie zauroczy
aby na końcu zmienić się w zakochanie