wtorek, 28 marca 2017

Not(h)ing Hill


wyruszyłam samotnie w miasto poprzecinane szynami tramwajów
mając przy sobie tylko twoje obrazy między prawą a lewą skronią
z pustymi rękoma, w których jeszcze przed chwilą trzymałam nadzieję
musiałam ją puścić, bo już strasznie bolały mnie palce
ale puste dłonie są jeszcze bardziej bez przymiotnika
a moje nowe buty wyglądają na zdezorientowane bez drugiej pary obok

mijam tysiące twarzy i miliony kwiatów
uschnięte płatki tulipanów przypominają rozrzucone kawałki serca
każdy z nich to jedna minuta spędzona z tobą
niektóre piękne, niektóre martwe, niektórych nie znam z nazwy
płacę za bukiet wspólnymi wspomnieniami
to wysoka cena jak za parę róż z celowo wyrwanymi kolcami

to kolejna z czynności z serii tych już bez ciebie
na chwilę zapominam, że nigdzie już na mnie nie czekasz
pośród bukietu znajduję ostatni z twoich listów, chyba wolałabym już te kolce
otworzę go i przeczytam na środku ulicy z kałużami w przemokniętych butach
robię wszystko, by jeszcze nie wracać do domu
bo gdy zamkną się drzwi, róże z Notting Hill zamienią się w chryzantemy



piątek, 24 marca 2017

ostatnia minuta


zanim ostatni raz oczy zamknę
i zanim głowę zanurzę pod wodą,
zacisnę pięści i przegram walkę –
nie pójdę nigdy więcej tą drogą

zanim powietrze skończy się w płucach
i zanim kamień ciemnego dna dotknie,
przypomnę sobie o wszystkich nutach –
tak nuci kamień, gdy ktoś się potknie

zanim twe imię od tyłu wypowiem
i zanim krew mi uderzy do głowy,
zostawię list pod twoich drzwi progiem –
zapiszę myśli, gdy zbraknie mi mowy

zanim chłód wody ogarnie mi skórę
i zanim tlenem przestanę oddychać,
pomyślę o dniu, w którym ty murem –
widziałam dłonie, co można je chwytać

zanim do końca się uspokoję
i zanim pożegnam się z tobą bezgłośnie,
ostatnie chwile twą twarzą ukoję –
pod wodą nie można krzyczeć donośnie

zanim pogodzę się z brakiem odwrotu
i zanim światło mi skronie wypełni,
wiedz, że w minucie twojego powrotu
do końca wierzyłam, że coś się zmieni

zanim ten żywioł mnie całkiem pochłonie
i zanim Morfeusz mnie całkiem zaćmi,
spojrzę na moje bezsilne dłonie –
pomyślę o tańcu naszym ostatnim

zanim batalię o oddech przegram
i zanim przyszłość się w przeszłość zamieni,
właśnie w ten sposób się z tobą pożegnam –
ja cię kochałam – i nic tego nie zmieni


niedziela, 19 marca 2017

droga donikąd


prawie przejechałeś na czerwonym,
bo zapatrzyłeś się na moje nogi

prawie przekroczyłeś prędkość,
bo zbyt długo śmiałeś się z mojego żartu

prawie się spóźniliśmy,
bo pojechałeś naokoło, żeby skończyła się piosenka

prawie wjechałeś w drzewo,
bo chciałeś popatrzeć, jak śpię

prawie nic nie mówiłeś,
bo wolałeś mnie słuchać

prawie zepsułeś biegi,
bo cię podpuściłam do ścięcia zakrętu

prawie wpadłeś w poślizg,
bo przez przypadek dotknęłam twojego kolana

prawie ci powiedziałam,
ale dojechaliśmy na miejsce




czwartek, 16 marca 2017

jedź ostrożnie


biegnę po schodach łamiąc obcasy
i zasady
przede mną jeszcze trzy piętra
łez już nie ścieram i wmawiam sobie
że telewizja naprawdę kłamie
i radio też
i telefony

mówili tam, że jest krytycznie
że walczysz na tym piętrze
o życie
choć w żartach kiedyś mówiłeś
że go nie masz

korytarz zbyt długi, by się nie potknąć
mijam ludzi i duchy i cienie
czuję tylko strach
nie wiem tylko czyj
ich czy mój?

już nie mam obcasów
ani łez
ani serca

wypatruję cię
i nawet kątem oka widzę
przez dwie sekundy
i szybko zaczynam żałować
jedyny twój obraz, którego nie znam

biegnę szybciej niż wiatr
prędkość pomiędzy dźwiękiem a światłem
a i tak zbyt wolno
mogę nie zdążyć

obiecuję ci, że nie puszczę twojej dłoni
nigdy
że będę tu na ciebie czekać
choćby wieczność
pod drzwiami
tylko wróć z pola walki
tylko mnie nie zostawiaj
tutaj samej
bez obcasów i serca

mam ci tyle do powiedzenia
tylu rzeczy nie wiesz
bo nie zdążyłam ich z siebie wyrzucić
z przyczyn ode mnie niezależnych
nie uciekaj od życia
nie oddawaj go bez walki
tylko się nim podziel
z moim

będę czekać po tej drugiej stronie
którejkolwiek byś nie wybrał
ja
ta mała
ta głośna
ta twoja

nic tak nie boli jak
widok twojej krwi
na twojej twarzy
na twoich włosach
na ustach twoich
i moich
bo tylko tyle zdążyłam zrobić
nim wyrwali moją dłoń z twojej
popękanej od trosk
kantów ostrych słów niewypowiedzianych
i szkła przedniej szyby


środa, 1 marca 2017

blond


jest tylko jedna taka rzecz
która zniewala
odbiera rozum
i portfel
od której nie możesz oderwać wzroku
i dłoni
którą trzyma cię w ramionach
i pod powiekami
której oddasz życie
i duszę
której pragnie się jak grzechu
i przebaczenia
co zapach jej nie da ci spać
i żyć
o której nigdy nie zapomnisz
i po niej nie zaśniesz
wygląda jak anioł
lecz zrzuci cię do piekła
i zgubi cię to, że pragniesz
choć czeka cię wieczność w męczarniach
nie pożałujesz ani przez chwilę
że cię zniewoliła
pozorna niewinność jasności jej włosów




niedziela, 26 lutego 2017

słówka



to tylko małe wyrazy
od dwóch do kilkunastu liter

lecz bywa i tak
że jedno wszystko zmienia
cały pogląd
dzień
nie daj boże życie
a cała armia ich nic nie zmienia
sensu
przesłania
nie daj boże człowieka

za sprawą ich uśmiech na twarzy
i głowa wisząca na drzewie w sznurze
dziwne, że nikt ich nie kontroluje
bo bronią są gorszą niż topór
i ratunkiem jak tarcza
a czasem i ręką w ciemności
która pociesza
rozumie
zabija

jak oczy zamknie
to ich nie widać
ale są i czekają, aż wrócę z podróży po gwiazdach
czyhają, aż otworzę usta



środa, 15 lutego 2017

jesteś



Głosem rozsądku wśród wątpliwości,
nutą relanium w przypływie złości,
kropką nad I nad moim NIE,
kropelką wody na szklanki dnie,
zielonym światłem na końcu drogi,
ogniem palącym kłody spod nogi,
kieliszkiem wina po ciężkim dniu,
dotykiem dłoni po nocy bez snu,
krokiem do przodu, gdy w miejscu stoję,
łuną pewności, kiedy się boję,
złowrogą burzą po latach suszy,
połówką serca na środku duszy,
w przypływie stresu dymem z papierosa,
nieśmiałym spojrzeniem rzuconym z ukosa,
zwrotem podatku na koniec miesiąca,
celem podróży każdego wędrowca,
łykiem espresso o piątej rano,
brawami dla tych, których nie słuchano,
cichym „dzień dobry” po przebudzeniu,
głośnym „dobranoc” w pijackim uniesieniu,
w małym dobytku wszystkim, co moje,
na pustej sali tańcem we dwoje,
ostatnim kawałkiem tej układanki,
„długo-szczęśliwie” na końcu bajki,
silnym ramieniem w chwili słabości,
pewnym „dasz radę” w ciężarze trudności,
sygnałem dzwonka po długim milczeniu,
uśmiechem obecnym przy dobrym wspomnieniu,
pierwszymi dźwiękami naszej piosenki,
ulgą w cierpieniu na końcu męki,
grzechem dla kogoś, kto nigdy nie grzeszy,
śmiechem dla kogoś, kto się nie cieszy,
sekundą w morzu godzin bez ciebie,
gwiazdą najmniejszą na czarnym niebie,
jedynym w mojej głowie obrazem,
pierwszym, a także ostatnim razem.



poniedziałek, 6 lutego 2017

ambiwalentny




chcę tylko jedno słowo –
a ty uporczywie milczysz
chcę tylko jedno spojrzenie –
a ty uporczywie masz oczy zamknięte
chcę tylko jeden dotyk –
a ty uporczywie się nie zbliżasz
chcę tylko jeden uśmiech –
a ty uporczywie z kamienia
chcę tylko jedną mądrość –
a ty uporczywie głupi
chcę tylko jedną radę –
a ty uporczywie nic nie wiesz
chcę tylko jednego oddechu –
a ty uporczywie nie otwierasz okna
chcę tylko jednego światła –
 a ty uporczywie stoisz w ciemności

chcę tylko, żebyś był –
a ciebie uporczywie nie ma



środa, 18 stycznia 2017

reakcja łańcuchowa



twój głos należy do moich uszu
twój obraz należy do moich oczu
moja sukienka należy do twoich dłoni
moje włosy należą do twoich ramion
twój zapach należy do mojej skóry
twój oddech należy do mojej twarzy
moje biodra należą do twoich rąk
moje palce należą do twojej szyi

twój dzień należy do mojej nocy
twoje słowa należą do mojej głowy
moje pragnienia należą do twoich obietnic
moje lęki należą do brzegów twojej koszuli

twoje obrazy leżą w mojej głowie
moje marzenia leżą w twoich rękach



piątek, 6 stycznia 2017

pan be



dzień niedokońcadobry panu
mówię do ściany
bo ona przynajmniej istnieje
poza tym ściany mają uszy
i słuchają tego, co mam do powiedzenia
kiedyś to ciebie prosiłam o pomoc
ty nawet nie podałeś mi ręki
może dlatego, że ciebie nie ma
a ja bardzo jestem

i to nie przypadek
że amen od tyłu brzmi trochę jak
nie ma

więc się nie żegnam
bo nie mam z kim
nieamen
niedowidzenia



środa, 4 stycznia 2017

36.6



nie umiem już rąk trzymać przy sobie
zaciskam pięści, aż bolą mnie kości
za każdym razem, gdy myślę o tobie
ludzka rzecz tęsknić, nieludzka – bez wzajemności
nie umiem zapomnieć zapachu twej skóry
jest jak konwalie zmieszane z troskami
gdy rąbek koszuli unosisz do góry
zalewa mi głowę jej zapach tsunami
i w twoją stronę wyciągam swe dłonie
jak małe dziecko spragnione matki
ja cię dotykam, aż serce mi płonie
uwalniasz je spiesznie z mych uczuć klatki
bo chociaż palce twoje są silne
na tyle, by złamać wpół ostrze brzytwy
ucząc się rys twarzy mej pilnie
nie zrobią przy tym najmniejszej krzywdy
każdy twój szept w moim uchu
sprawia, że dreszcz mi plecy przeszywa
z nadmiaru wrażeń zostaję w bezruchu
pozwalam przechylić się niczym kursywa
teraz na własnej skórze cię czuję
szorstkość zarostu na bladym ramieniu
chyba u diabła pięć minut kupuję
bo płonę w ognia namiętnym płomieniu
wyginam się bardziej pod ciała ciężarem
pragnąc, byś dalej mówił swe słowa
wiem, co jest twoich lędźwi zamiarem
też tego chcemy – ja i ma mowa
najmniejsze fragmenty twojego ciała
ich ciepło, kolor, wilgoć i zapach
sprawiają, że czuję się bardzo mała
jestem we własnych uczuć tarapatach
nie puść mnie nigdy, już do końca świata
dotykaj bardziej, i mocniej, i więcej
zabiłaby mnie twej twarzy utrata
od jej owalu jest mi goręcej
oddam ci wszystko, czego potrzebujesz
w zamian nic więcej nie oczekuję
i nawet jak głowę mi sobą zatrujesz
mój wzrok ci powie, że cię potrzebuję
mów do mnie głośniej, pragnij mnie bardziej -
wiesz przecież dobrze, że jestem twoja
daj nieśmiałości swej upust marnej
dźwięk twego oddechu to moja ostoja
chcę czuć po wieki ciepło twej skroni
którą przykładasz bezwstydnie do serca
pragnę na ciele dotyku twych dłoni
świadomość ich braku mi gardło wykręca
choć mi nie mówisz, że jestem twoja
wiem, że nie może być już inaczej
pod powiekami zła paranoja
że sobie pójdziesz – lecz to nieprawda – raczej?
jeszcze przez chwilę popatrz mi w oczy
uwielbiam rzęs twoich miękkie trzepotanie
wiedziałam, że kąt ust twoich mnie zauroczy
aby na końcu zmienić się w zakochanie