Dłonie na ciele, dłonie na skórze,
ich dotyk każdą mą myśl rozpoczyna
dzięki nim przetrwam najgorsze burze,
to właśnie mego istnienia przyczyna.
Dłonie zmęczone od ciężkiej pracy,
co dzień walczące ze zmartwieniami
ich światło żywe jak nocą blask racy,
do snu mnie tulą swymi płomieniami.
Dłonie pocięte od kartek papieru
ranione ostrzem słów z nich płynących
choć solą sypane są od lat wielu,
złapią z łez słonych każdą spadających.
Dłonie muśnięte przelotnie w tańcu
te, których ciepło na sobie czuję,
trzymają mnie mocno w uczuć kagańcu
i naprawiają mnie, kiedy się psuję.
Dłonie wstydliwe chowane w kieszeni,
których za nic bym nie zamieniła –
one mnie ciągną po życia przestrzeni
w ciemności pilnują, bym drogi nie zgubiła.
Dłonie tak silne, by mnie nie puścić -
ich dotyk trzyma mnie jeszcze przy ż y c i u
i nie pozwolą się w przepaść zapuścić,
z nimi dzień spędzić mogę na b y c i u.
Dłonie zniszczone ciężarem problemu
i od wysiłku paznokcie połamane
ich potrzebuję tak jak wodór tlenu,
by stać się wodą, co koi ranę.
Dłonie, bez których byłabym nikim
i które z ziemi mnie podnosiły -
z nimi i w walcu i w tańcu dzikim,
z nimi chcę spać, by mnie zbudziły.
Dłonie, co łzę niejedną mi ocierały,
ich palce od nich spękane i suche,
ich gesty lepiej niż dźwięk docierały
do uszu moich na słowa głuche.
Dłonie, o których często się zapomina,
lecz dla ich ciepła wszystko bym zrobiła
ich wnętrze o tym tańcu przypomina,
co i dłoń moja się w nich zanurzyła.
Dłonie, co trzymać chcę życie całe,
sam ich nie lubisz i nie doceniasz
zmieści się na nich serce me małe,
a ich zapachem noc w dzień mi zamieniasz.
Dłonie, dla których mogłabym zabić,
by były moje i tylko moje -
ich nie pozwolę przenigdy zranić,
bo dłonie szczęśliwe są tylko we dwoje.
Dłonie najbrzydsze i najpiękniejsze –
ich widok zawsze mnie całą ujmuje,
gdy mi je kładziesz na usta weselsze,
serdecznie ci za te dłonie dziękuję.
ich dotyk każdą mą myśl rozpoczyna
dzięki nim przetrwam najgorsze burze,
to właśnie mego istnienia przyczyna.
Dłonie zmęczone od ciężkiej pracy,
co dzień walczące ze zmartwieniami
ich światło żywe jak nocą blask racy,
do snu mnie tulą swymi płomieniami.
Dłonie pocięte od kartek papieru
ranione ostrzem słów z nich płynących
choć solą sypane są od lat wielu,
złapią z łez słonych każdą spadających.
Dłonie muśnięte przelotnie w tańcu
te, których ciepło na sobie czuję,
trzymają mnie mocno w uczuć kagańcu
i naprawiają mnie, kiedy się psuję.
Dłonie wstydliwe chowane w kieszeni,
których za nic bym nie zamieniła –
one mnie ciągną po życia przestrzeni
w ciemności pilnują, bym drogi nie zgubiła.
Dłonie tak silne, by mnie nie puścić -
ich dotyk trzyma mnie jeszcze przy ż y c i u
i nie pozwolą się w przepaść zapuścić,
z nimi dzień spędzić mogę na b y c i u.
Dłonie zniszczone ciężarem problemu
i od wysiłku paznokcie połamane
ich potrzebuję tak jak wodór tlenu,
by stać się wodą, co koi ranę.
Dłonie, bez których byłabym nikim
i które z ziemi mnie podnosiły -
z nimi i w walcu i w tańcu dzikim,
z nimi chcę spać, by mnie zbudziły.
Dłonie, co łzę niejedną mi ocierały,
ich palce od nich spękane i suche,
ich gesty lepiej niż dźwięk docierały
do uszu moich na słowa głuche.
Dłonie, o których często się zapomina,
lecz dla ich ciepła wszystko bym zrobiła
ich wnętrze o tym tańcu przypomina,
co i dłoń moja się w nich zanurzyła.
Dłonie, co trzymać chcę życie całe,
sam ich nie lubisz i nie doceniasz
zmieści się na nich serce me małe,
a ich zapachem noc w dzień mi zamieniasz.
Dłonie, dla których mogłabym zabić,
by były moje i tylko moje -
ich nie pozwolę przenigdy zranić,
bo dłonie szczęśliwe są tylko we dwoje.
Dłonie najbrzydsze i najpiękniejsze –
ich widok zawsze mnie całą ujmuje,
gdy mi je kładziesz na usta weselsze,
serdecznie ci za te dłonie dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz