czwartek, 24 listopada 2016

puzzle



sklejam twoje słowa jak kawałki układanki
to nimi wypełniam wszystkie swoje poranki
pojedyncze słowa w różnych kombinacjach
czasem więcej sensu ukrywamy w spacjach

często dochodzi do niezręcznych sytuacji
kiedy słów tysiące, a żadne nie ma racji
tylko dlatego, że stoją w złej kolejności
mój błąd – i znów uderzam w stół ze złości

puzzle ze słów się rozsypują, układam je od nowa
przestaję liczyć godziny, z których składa się doba
gdy puzzle chowam w katakumbach własnej głowy
to nie rozumiem z nich nawet marnej połowy

siedzę bezradnie przy tym wielkim stole
słowa przybierają coraz trudniejsze role
nie wiem już, czy to nie czasu strata
kiedy zabieram się do słów twoich w ratach

bo nadal nie wiem, o co ci w nich chodzi
czy dźwięk twojego głosu mi aby nie zaszkodzi
głowa mi pęka od ciągłych domysłów
bo nie nadąża już z analizą moich zmysłów

co ty wypowiesz, ja poukładam
słów synonimom sto znaczeń nadam
dla ciebie to słowa, dla mnie to walka
na śmierć i życie, by dożyć poranka

co jakiś czas mówiąc dodajesz elementów
nie wszystkie pasują z tych papierowych skrętów
które wyrzucić, a które zostawić – o to się pytam
kolejne kawałki w zmęczone dłonie chwytam

im więcej mówisz, tym pracy mam więcej
lecz za jej efekt swą głową nie ręczę
a kiedy w ciągu długim któregoś brakuje
sens całych puzzli po raz kolejny rujnuje

na pełnych obrotach analizuję znaczenia
słów, które czekały w kolejce do wypowiedzenia
ty śpisz już dawno, ja ciągle porządki robię
na półkach głowy układam to, co siedziało w tobie

kofeina z kawy już na mnie nie działa
palce mnie bolą od słów układania
odżywiam się tylko papierosów dymem
bo nie wiem, czy zdanie skończyć kropką czy rymem

ty chyba myślisz, że u mnie w porządku
kiedy słów puzzle leżą mi na żołądku
ja spać nie pójdę, o tym nie ma mowy
dopóki nie schowam cię gdzieś z tyłu głowy

na domiar złego tym wszystkim rozrzuconym słowom
towarzyszą mi obrazy związane z twoją osobą
na każdym z nich mnie twarz twoja ujmuje
tak, że kawałki puzzli łokciem nieopatrznie rozsypuję

chcę już je skończyć, poprawnie ułożyć
by móc się do snu spokojnie położyć
a gdy wydaje mi się, że już skończyłam
wychodzi na jaw, jak bardzo się pomyliłam

ty nawet nie wiesz, że siedzę nocami
i ogromnymi niemocy zalewam się łzami
nie mam już siły, by kombinować
czas puzzle słów twoich na dnie szafy schować



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz